Aborcja to wybór

Siedziałam na przystanku, w słuchawkach miałam jakiś spokojny numer. Myślałam o tym, dlaczego mam tak spięte ramiona, przecież ostatnio spędziłam wiele czasu nic nie robiąc. Czas dla siebie, i inne duperele. Patrzyłam na miny ludzi, które zdawały się być gorsze niż moje podczas intensywnej terapii . To jest najzimniejszy lipiec jaki pamiętam, więc może i są usprawiedliwieni. Siedzę sobie i staram się przeczekać jeszcze całe 7 minut do autobusu. Wydaje się to być wiecznością. Siedzę sama na ławce, wokół mnie same mohery. Patrzą na mnie jakbym miała im ustąpić miejsca. Przecież nie zajmuję nawet ćwiartki wolnej przestrzeni na tej pieprzonej ławce. Patrzę na zegarek. 6 minut do autobusu. Bez jaj, ja tutaj już popadam w paranoję. Patrzę, idzie sobie mama z dzieciaczkiem. Za nią idzie tatuś w dresikach z wyciągniętym białym podkoszulkiem i z wymiętym petem w ustach. Mamusia siada koło mnie na ławce, ich głośne dziecko sobie jeździ swoim wypasionym kolorowym rowerkiem. Tatuś omawia przez telefon plan podbicia świata. 5 minut do autobusu. Chyba czas nigdy nie płynął wolniej . Próbuję zgłośnić muzykę. Na nic. Ciągle słyszę wycie dziecka. Matka nie reaguje, wygląda jakby wszystko było jej obojętne, a jej mężczyzna pręży muskuły. Mimo woli, zerkam na tą dziwną rodzinkę. Przypominam sobie w jednej sekundzie dlaczego nie chcę mieć dzieci. Staram się zamknąć oczy i oddychać głęboko, rozluźnić ramiona. Czemu do cholery jestem taka spięta? 4 minuty. Czemu nie zabrałam ze sobą książki? Znowu zerkam w lewo na małe przedstawienie. Chłopczyk ciąga tatusia za dresy. Ten odchyla się i odciąga go ręką. Chłopiec krzyczy : „tato, pobawmy się twoim telefonem”, na co matka: Daj mu spalić fajke! Przewracam oczami, tego jestem pewna, być może i powiedziałam pod nosem jakieś „ ja pierdole”.

3 minuty. Bliżej niż dalej. Nagle, widzę coś co sprawia, że jestem bardziej przerażona niż podczas oglądania horroru – a ja się boję horrorów bardziej niż katastrofy nuklearnej. Przystanek znajduje się przy szerokiej jezdni. Na krawężniku, chłopiec wyjeżdża swoim rowerkiem niczym nowym audi. Przerażenie w moich oczach, nie potrafię tego kryć, z resztą mohery też nie wiedzą co robić. Zwrócić uwagę? Najchętniej to by wetknęły nos gdzie nie trzeba, jak zawsze. Ale teraz, myślę sobie, to chyba trzeba ich interwencji !

Dziecko jest już w połowie na ulicy. Mamusia spokojnie dopiero podnosi się z ławki. Jestem pewna, że tatuś nawet nie zauważył. Nie wiem co robić. Krew pulsuje mi w żyłach, chyba nawet się spociłam i wstałam. Zwrócić uwagę, łapać dzieciaka? No nie wiem, niech ktoś mi doradzi. Auta zbliżają się do naszego przystanku. Za minutę przyjedzie też autobus. Mamusia spokojnym krokiem podchodzi do rowerka. Kilka metrów dalej dostrzegam rozpędzonego golfa. W głowie mam czarny scenariusz. W ostatniej możliwej chwili, dziecko zawraca i wraca na chodnik. Matka znowu siada spokojnie na ławce, nie odzywając się słowem. Wszyscy inni czują ogromny skok adrenaliny. W głowie mam tylko : a co gdyby….. ? Czułabym się odpowiedzialna za życie tego malucha. Przyjeżdża autobus, oni wsiadają pierwsi. Mohery kręcą głowami. Ja żałuję, że się nie odezwałam.

 

Wiele osób, pewnie popukałoby się w głowę, albo w głowy tych młodych rodziców, w poszukiwaniu jakiejkolwiek resztki rozumu. I całkiem słusznie, prawda? Tylko, że dużo osób puka się w głowę, słysząc, że jestem za aborcją legalną w 100%. Dlaczego? Bo nikt nie zapyta mnie : Dlaczego?

 

A już odpowiadam na pytanie, które sama sobie postawiłam. Zacznę może od tego, że przez 5 lat byłam w związku z facetem, z którym nie chciałam mieć dzieci. W ogóle nie chciałam mieć dzieci, to nigdy nie było moje marzenie. Jednym z największych koszmarów, jakie powracały do mnie we śnie, był ten, że noszę w swoim brzuchu małego człowieka. Budziłam się mokra od potu, albo od łez.

Najbardziej stresujący test, jaki  w życiu zdawałam to był ten, który miał pokazać czy los skazał mnie na bycie matką, czy nie. Najbardziej stresujący moment, w którym myślałam , że życie mi się rozpada na kawałki, że ktoś kruszy mi je na głowę, to był moment, kiedy nie wiedziałam czy pigułka „po” zadziała, czy nie. Kiedy spędzałam noce w Internecie szukając sposobów jak pozbyć się ewentualnego problemu. Nie byłam gotowa. Nigdy nie byłam i nie czuję , że będę. Pewnie urodziłabym to dziecko. Pewnie i miałabym do niego matczyne uczucia i kochałabym je tak jak bym potrafiła. Ale nie byłabym z tego dumna. Z siebie. Nic bym nie osiągnęła w swoich oczach. Ani wtedy, ani teraz, ani nie wydaje mi się, że kiedykolwiek.  Ciągle bym myślała o niewykorzystanych szansach. Bo młodym się jest ten jeden raz.

 

Mój przypadek jest dość egoistyczny, i przyznaję się do tego. Jednym z moich ulubionych twierdzeń jest to, że „każdy powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny.” Tylko zastanawiam się, czy mamusia, wydając na świat tego chłopca zrobiła dobrze. Bo stając się matką, stajemy się odpowiedzialni też za nowe życie. Nie wiem czy wszyscy są do tego stworzeni. Więc tak się tylko zastanawiam, że gdyby wiedziała, co czeka jej dziecko, to czy aktem miłości nie byłoby poddać się aborcji ? W którym przypadku dziecko mniej cierpi?

 

Wiem, że istnieją matki, które szybko zaszły w ciążę i nie żałują tego. Jest to moja mama. Przynajmniej tak mówi, a nikt nie wie ile niewykorzystanych szans rozpamiętywała w samotne wieczory, kiedy jej mała dziewczynka stała się kobietą. Wiem też, że istnieją matki, które wypominają swoim dzieciom trudy, jakie musiały dla nich znieść i z czego musiały zrezygnować.

A czemu to dziecko jest winne? Nikt z nas się nie pchał na świat. Zasranym obowiązkiem rodzica jest wychować dziecko. Wziąć na siebie odpowiedzialność od początku do końca, czyż nie ?

Aborcja jest wyjściem. Jest wyborem. Wyborem  między tym jak będzie wyglądało nasze życie i przede wszystkim życie które tworzymy. Albo którego nie chcemy stworzyć. Patrząc na niektóre sytuacje, zastanawiam się, czy nie lepiej dla tego dziecka byłoby, gdyby nigdy się nie urodziło. Czy nie więcej bólu, trudu i przemocy doznaje podczas swojego życia, czując się jak obcy, ktoś kto był niechciany, nieplanowany, kto wszedł do domu bez pukania? Wiem, że istnieją kobiety, które poddały się aborcji, a później świadomie zaszły w ciążę. Każdy popełnia błędy, prawda? Ciąża może być postrzegana jako błąd. W tych czasach, dla mnie….. może.  Możemy zajść w ciążę w najmniej nieoczekiwanym momencie. I wtedy musimy wybrać mniejsze zło. Dla siebie i dla dziecka. I zastanowić się  czy to co mówię szokuje was dlatego, że jest to kontrowersyjne, czy dlatego, że powinno szokować.

I’m just saying.

 

Reklamy

Jedna myśl na temat “Aborcja to wybór

  1. Podpisuję się rękoma i nogami. Oświeconego to i dobrze posłuchać. Swoją drogą spośród sterty nudnych jak flaki z olejem blogów, w końcu trafiłam w dobre miejsce. Lekturę na wieczór już mam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s